Noc gwiazd skrytych za chmurami. Noc pozbawiona blasku
księżyca.
Spałam, gdy nagle około 3 nad ranem ze snu wyrwał mnie
odgłos syren policyjnych. „Masakra” pomyślałam próbując zasnąć ponownie, ale
ciekawość nie pozwoliła mi na to i podeszłam do okna.
Na zewnątrz było już sporo ludzi oblegających policjantów, a
chłopak z sąsiedniego bloku – Mark rozmawiał z jednym z nich, sadząc po ubiorze
był to komendant.
Miałam wielką ochotę dowiedzieć się co jest grane, ale i tak
nie przepchnęłabym się przez tłum, a poza tym muszę się wyspać, bo jutro o 7
otwieram sklep, a następnego dnia plotki będą już krążyć po mieście, więc i tak
wszystkiego się dowiem.
Poszłam do łóżka i po krótkiej chwili zasnęłam.
~ Następnego dnia ~
Wstałam o 6, ale za cholerę się nie wyspałam, lecz cóż
mogłam na to poradzić, do pracy musiałam iść tak, czy siak.
Ubrałam się, doprowadziłam się do ładu, nie zdążyłam
przygotować sobie śniadania, więc chwyciłam jabłko i wyszłam z mieszkania
szybko przekręcając klucz w zamku i pędem wyleciałam z bloku.
Drogę pokonałam prawie biegnąc. Minutę przed 7 byłam w
butiku, Podeszłam do telefonu stacjonarnego i wykręciłam numer szefa i
zameldowałam, że już jestem. Szef jest strasznie surowy i kara nas za każde
spóźnienie, chociaż i tak pierwsi klienci pojawiają się dopiero po 8.
Dzień w sklepie upłynął jak zwykle. Kilka minut przed
zamknięciem w sklepie pojawił się Paul, chłopak, który mnie podrywał. Raz był
oto z miesiąc temu umówiłam się z nim miesiąc temu, ale to był niewypał, potem
kilka razy był w sklepie prosić o druga szansę, ale byłam nieugięta i odpuścił
sobie, widocznie nie na długo.
- Co ty tu robisz? – spytałam z lekką irytacją w głosie.
- Słyszałaś, że wczoraj okradli blok, gdzie mieszka Mark?
- Widziałam policję, ale nie wiedziałam co dokładnie się
stało.
Zapadła chwila ciszy, nie rozumiałam co Paul chce przez to
powiedzieć, bo wątpię, żeby przyszedł, powiedział i sobie poszedł. Miał jakiś
cel, tylko jak na razie nie wiem jaki.
- Zamykasz sklep?
- Tak, za chwilę, a o co chodzi?
- Odprowadzę Cię.
I mam, o to mu chodziło, znalazł sobie pretekst, żeby mnie
odprowadzić.
- Nie.
- Ale dlaczego?
- Poradzę sobie, a poza tym złodzieje nie są tacy głupi,
żeby napadać dwa dni z rzędu bloki stojące obok siebie. Odpuść sobie. – dwa ostatnie
słowa wymówiłam bardzo stanowczo. Paul chyba zrozumiał, że się nie ugnę,
obrócił się na pięcie i wyszedł, a ja zamknęłam sklep i ruszyłam z stronę domu
nieświadoma tego, co zdarzy się dzisiejszej nocy.
Do następnych rozdziałów będę dobierać muzykę.
W następnym rozdziale akcja się rozkręci.
3 komentarze = następny rozdział
:D
OdpowiedzUsuńEj nie bądź taka dodaj szybko kolejny rozdział:)** twoja druga największa fanka
OdpowiedzUsuńJest super, dodaj już dziś kolejny rozdział. Nie mogę się doczekać :D
OdpowiedzUsuń~Gosia