sobota, 10 maja 2014

ROZDZIAŁ 33



- A jednak zdecydowałaś się wrócić do Londynu?
- Tak, to mój kraj. Tu spędziłam dzieciństwo. Gdy byłam nastolatką obiecałam sobie, że po maturze jeżeli znajdę w Londynie pracę to wrócę tu i tak też się stało.
- A jeśli można wiedzieć kim był człowiek, którego twój ojciec rzekomo zabił?
- Mike Potter – znam to nazwisko.
- Ten Mike Potter?
- Tak.
- Głośna sprawa. Czytałem o niej później. Sprawcy do dziś nie odnaleziono. A twój ojciec wie, kto zabił Mike’a Potter’a?
- Nie jest pewny, ale mogli to być jego wrogowie z przeszłości.
- I nie zgłosił tego na policje?
- Nie, i tak by mu nie uwierzyli.
Przyszedł przewodnik.
- Dzień dobry – powiedział. Równocześnie odwróciliśmy się w jego stronę. – Widzę, że zapoznajecie się z historią Big Bena.
- Tak, trochę – odpowiedziała Alice. Trochę dziwna sprawa z jej ojcem, ale nie będę sobie dziś zawracać tym głowy. Dzisiejszy dzień ma być piękny. Do środka zaczęli wchodzić inni turyści.
- Dobrze, dobrze – odezwał się przewodnik. – Proszę o ciszę i ustawcie się, bo zaraz zaczynamy zwiedzanie. Im później wyruszymy tym mniej zobaczycie.
Dziewczyna pociągnęła mnie na początek. Szliśmy zaraz za przewodnikiem. Nudziłem się jak mops. Ta cała historia mnie nie interesowała. Wolałem oglądać, niż słuchać. Nigdy przesadnie nie lubiłem zwiedzania. Po cichu wysłałem SMSa do Liama, żeby zarezerwował stolik w jakiejś dobrej restauracji na 18-20. Myślę, że wyrobimy się w tym czasie. Spojrzałem na Alice. Była taka rozpromieniona. Jej szczęście wynagradzało tą nudę. O 14.30 wyszliśmy z budynku. Poprosiliśmy ochroniarza, żeby zrobił nam zdjęcie na tle Big Bena i szybko pobiegliśmy do samochodu.
- Co teraz? – spytała, gdy odpalałem.
- London Eye.
- Cudownie.
O 15 byliśmy już przed obiektem. Przywitałem się z kolegą, który wpuszczał ludzi do tych jakby kapsuł.
- Hej stary – uścisnąłem go.
- Cześć Niall. Kto to? – wskazał na dziewczynę u mego boku.
- To maja dziewczyna Jack Alice, Alice Jack.
Przywitali się.
- Chcecie się przejechać? – spytał.
- Po to tu przyszliśmy.
- Ok, wpuszczę tych ludzi, a potem wy wejdziecie.
- Co tam u ciebie słychać? – zagadnąłem, gdy zajmował się turystami.
- A… jakoś leci. Pracę mam, dziewczynę też, niedługo brzdąc.
- Serio? – Jack nigdy nie był typem, który chciałby zmieniać pieluchy. Lubił przelotne przygody.
- No. Trzeba w końcu dorosnąć.
- To gratulacje.
- Dzięki. Dobra, wsiadajcie.
Gdy kapsuła się zamknęła objąłem Alice.


To teraz powracamy do rozdziałów w weekendy, chyba, że będzie wolne, albo nauczyciele popuszczą.

Liczę na jakieś opinie.

5 komentarzy:

  1. Yeah,yeah nareszcie będę mogła czytać coś fajnego w weekendy...
    szkoda tylko że rozdział jest troszkę krótki , ale wybaczam ^^
    Tak se myślę o twoich opowiadaniach, że niezły by wyszedł z tego film :D

    Co tu mogę jeszcze napisać. hmm...? aaa. życzę udanego weekendu ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne! Tylko trochę krótkieee... :/ Ale trudno ;D Ważne że przynajmniej fajnie sie czyta! I naprawdę masz talent!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, a gdzie rozdziałek ? ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uciekł, ale chyba do wieczora wróci ;)
      ~Titantiska

      Usuń
    2. Trzymkam sobie Ciebie za słowo :P

      Usuń