sobota, 21 grudnia 2013

ROZDZIAŁ14



Noc bezsenna, pełna wyrzutów sumienia.

*Oczami Niall’a*
Poszedłem do sypialni, trzasnąłem drzwiami i opadłem na łóżko. Leżałem tak z zamkniętymi oczami analizując każde słowo naszej kłótni. Mogłem się pohamować. Gdybym nie prosił jej o ten masaż byłoby ok. Zayn miesza mi w głowie. Ja naprawdę ją lubię, ale Zayn tego nie rozumie. Nie wie, jak można zakochać się w dziewczynie, która nie jest taka jak my. Perrie poznał na jednej z naszych akcji. Ochroniła nas przed policją, a Alice wręcz przeciwnie, chciała nas wydać policji, ale dla mnie to nie ma większego znaczenia, nic się nie stało, to najważniejsze.
Powinienem ja przeprosić. Zacząłem wymyślać różne wersje przeprosin. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem
***
Był już ranek, poszedłem na dół.
- Alice, gdzie jesteś? – nawoływałem ją.
Poszedłem do salonu. Poduszka wgnieciona, koć odsunięty. Spała w nocy, pewnie poszła do łazienki – pomyślałem.
Poszedłem do kuchni, zrobiłem kanapki. Udałem się do salonu, pościeliłem kanapę i włączyłem telewizor. Oglądałem około 20 minut, a Alice nie wracała, nie było nawet słychać wody.
Poszedłem sprawdzić czy nic się jej nie stało. Drzwi do łazienki były uchylone.
- Alice, nic ci… - pchnąłem lekko drzwi i nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem.
Na umywalce krew, w kabinie prysznicowej – krew, na podłodze wielka kałuża krwi, a na środku ona z podciętymi żyłami.
Rzuciłem się w jej stronę. Po drodze chwyciłem ręcznik i rozerwałem go na pół. Szybko owinąłem nadgarstki dziewczyny ręcznikiem i mocno zacisnąłem. Uniosłem jej ręce powyżej poziomu serca i wyciągnąłem z kieszeni telefon.
D (dyspozytor): Pogotowie, słucham.
J (ja): Proszę karetkę na Downing Street 112. Dziewczyna nieprzytomna, podcięła sobie żyły. Straciła dużo krwi.
D: Na wyczuwalny puls?
J: Lekko.
D: Ok., wysyłam karetkę.
J: Dobrze, tylko szybko.
D: Do widzenia.
J: Do widzenia.
Włożyłem telefon z powrotem do kieszeni i mówiłem do dziewczyny.
- Alice, nie odchodź, nie zostawiaj mnie samego w tym wielkim domu, ja nie chciałem tej, kłótni, wiem, że powiedziałem za dużo, jeśli będziesz żyć to obiecuję, że już nigdy nie będziemy się kłócić, proszę cię, wytrzymaj jeszcze chwilę.
Słyszałem dźwięk syren. Ratownicy weszli do mojego domu.
- Tutaj proszę! – krzyknąłem. Natychmiast zjawili się w drzwiach. Jeden z nich podszedł do Alice, podłoży jej rękę na szyję w celu wyczucia pulsu. Spojrzał na mnie i powiedział:
- Przykro mi, straciła za dużo krwi.
- Nie! To niemożliwe! Proszę ją ratować!
- Nic już nie da się zrobić.
- Nie, ona żyje. – łzy polały się po moim policzku, a przed oczami zrobiło się ciemno.




A więc niektórzy się pytają dlaczego dodaje następne rozdziały co tydzień, a nie częściej. Już wspominałam, że piszę jeszcze inne opowiadanie, które mnie bardzo wciąga i które jest dla mnie ważne.

Następny rozdział nie wiem kiedy wstawię, postaram się jak najszybciej ,ale jest trochę do zrobienia,lecz myślę, że w przyszłym tygodniu się pojawi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz